#11.08.17

12345

Witajcie moi drodzy!

Wcześniej pod zdjęciami umieszczałam wam informację o tym, w co i z jakiej marki jestem ubrana – od teraz tak nie będzie. Doszłam do wniosku, że nie chodzi o to z jakich marek korzystam. Chcę podzielić się z wami stylizacjami, które są mi bliskie i które uważam za całkiem niezłe. Gorąco zachęcam do wyrażania własnych opinii.

Pozdrawiam serdecznie,

Kasia

Reklamy

Kuloodporni Bielsko-Biała #streetstyle

19182124_1528589950549081_118173450_o

W ostatnią sobotę w Krakowie odbył się III Turniej Amp Futbol Ekstraklasy. Pełen podziw dla chłopaków, którzy udowodnili, że będąc pokrzywdzonym przez życie można wiele osiągnąć. Jedni nie mają nóg, drudzy rąk, ale grają, mają cele i uparcie do nich dążą. Ogromny przekaz dla ludzi, którzy mimo zdrowia i dostatku ciągle narzekają.. Kapelusze z głów.!

19055883_956529164449943_8742167656220838194_o19179546_1528597720548304_1270504764_o19179575_1528597807214962_809854156_o19126201_1528597827214960_1164645060_o19125501_1528604157214327_1311808255_o19126359_1528597757214967_1509232167_o19126019_1528597890548287_1705656237_o

bluzka – stradivarius

spodnie – mango

buty – reebok

torebka – jenny fairy


Pozdrawiam serdecznie,

Kasia

Jak nie zwariować przed ślubem?!

blog

Ślub to jeden z najpiękniejszych chwil w życiu. Każda kobieta skrycie marzy o tym, żeby stanąć przed ołtarzem z tym jedynym, wyśnionym mężczyzną. Ja również skrycie marzyłam o tym dniu, ale nigdy nie próbowałam przyśpieszyć tej chwili. Chciałam, żeby wszystko było prawdziwe, niewymuszone, naturalne, wynikające z prawdziwej, dojrzałej miłości. Tak też było..

Minęło sporo czasu, od ostatniego wpisu. Zawsze znajdzie się coś, co odciąga mnie od osiągnięcia celu, od spełniania marzeń, ale ślub był jednym z moich pragnień, dlatego dałam się pochłonąć w stu procentach. Już po wszystkim, więc postanowiłam przygotować dla was parę dobrych rad, które pomogą wam nie zwariować..

  1. Zacznijcie od założenia zeszytu ślubnego. Niech na pierwszej stronie znajdzie się lista gości i podsumowanie (liczba dzieci, gdyż są liczone inaczej). Zapisujcie w nim wszystko co jest związane z tym wielkim dniem. Niech wszystkie ważne sprawy będą w jednym miejscu, numery telefonów, adresy, terminy, rzeczy do załatwienia.
  2. Wybór sali, menu i koloru/tematu przewodniego. Nie przesadzajcie z jedzeniem i ciastem, zawsze zostaje tego mnóstwo (matki i tak będą robić swoje). Kolor przewodni także jest ważny, gdyż wszystkie dodatki, winietki, ozdoby.. będziecie musieli dobierać tak, żeby wszystko tworzyło ze sobą spójną całość. Jeśli te rzeczy zostaną ustalone, możecie spokojnie wybrać zaproszenia i udać się na wycieczkę po swojej rodzinie (adresy i telefony kontaktowe macie w zeszycie ślubnym).
  3. Kościół. Nauki przedmałżeńskie, spotkania z psychologiem z poradni przedmałżeńskiej, zapowiedzi w kościele, spowiedź, spisanie protokołu, w dniu ślubu nie zapomnijcie o dowodach tożsamości i obrączkach!
  4. Fotograf i zespół muzyczny. Zespół czy dj to zależy od was, osobiście polecam dj i wodzireja, który odciągnie gości od zapchanego jedzeniem stołu. Moim zdaniem zespoły fałszują, popijają, ostatecznie wychodzi nieciekawie. Jeśli chodzi o fotografa, warto wybrać takiego, który potrafi też zmontować teledysk weselny. Jest to krótki filmik, streszczenie waszego wesela z ciekawym podkładem muzycznym (kiedy zobaczyłam nasz teledysk, nie mogłam oderwać oczu, łzy wzruszenia były nieuniknione).
  5. Suknia i frak. Pamiętajcie o tym, że parę dni przed ślubem ubędzie wam kilogramów. Zaopatrzcie się w ozdobne agrafki, one zawsze mogą się przydać. Nie przeżywajcie, kiedy ktoś nadepnie wam na suknię, dzieci będą biegać z jej kawałkami, to nieuniknione. Buty? Koniecznie na zmianę. Garnitur, smoking czy frak. Ja postawiłam na frak, gdyż chciałam, żeby mój mąż wyglądał wyjątkowo, tak jak nikt inny z gości. Koniecznie mucha i koszula na spinki.
  6. Tort weselny i kwiaty. Jakie ciacho sobie wybierzecie, to zależy od was. Ważne, żeby przywieźli wam je w dniu ślubu na salę. Polecam race, efekt murowany. Kwiaty dobierzcie zgodnie z porą roku. Bukiet panny młodej ma być zwiewny, lekki i kobiecy. Świadkowa ma mieć te same kwiaty, tylko w mniejszej wersji na nadgarstku, a świadek w butonierce.

Jeśli macie coś do załatwienia związanego ze ślubem, załatwiajcie to od zaraz. Jeśli trzeba gdzieś zadzwonić, dzwońcie już. Jeśli nie jesteście pewni, czy własnoręcznie wykonane ozdoby będą satysfakcjonujące, lub czy dacie radę wykonać je na czas, olejcie to. Jeśli parę dni przed ślubem, nie umiecie spać bo myśli wam nie dają spokoju, zajmijcie się czymś. Kiedy tylko zaczynałam się martwić, zaraz biegłam załadować zmywarkę, albo podlać kwiaty. To jest wasz wielki dzień, ma być najpiękniejszy, taki jak chcecie. Nie dajcie sobie wmówić, że coś co wam się nie podoba jest lepsze. Decydujcie sami, wyrażajcie jasno swoje opinie, bo bardzo łatwo wtedy o nieporozumienia i wtopy. Jeśli wszystko zaplanujecie w zgodzie ze sobą, w dniu ślubu pójdziecie do ołtarza wyluzowani, świadomi i pewni swoich decyzji. Tego z całego serca wam życzę!

blogog

Tyle na chwilę obecną nasuwa mi się na myśl, w razie pytań, odpowiem na wszystkie.

Pozdrawiam serdecznie,

Kasia

Manicure japoński, czyli sposób na piękne paznokcie!

bez-tytulu

Od lat walczyłam z rozdwajającymi się, kruchymi paznokciami. Jak tylko odrosły, były słabe i nie mogłam się nimi długo nacieszyć. Robiłam hybrydy, ale nie chciały się trzymać, żele podobnie. W końcu, moja kosmetyczka poleciła mi manicure japoński. Od tamtej pory, nie mogę się z nim rozstać..

Zabieg robię co dwa tygodnie, efekt jest powalający. Moje paznokcie są mocne, sprężyste i odporne na uderzenia. Dodatkowo błyszczą, jak po użyciu bezbarwnego lakieru do paznokci! Nie muszę ich malować, bo wyglądają schludnie i zdrowo. Jak każda kobieta lubię malować paznokcie, ale przez pierwszych parę dni po zabiegu lepiej tego nie robić. Można sobie zepsuć błyszczący efekt, poza tym lakier może nie trzymać się tak dobrze, hybrydy podobnie. Z każdym kolejnym zabiegiem moje paznokcie stają się mocniejsze i bardziej błyszczące. Białe końcówki są bielsze a reszta ma zdrowy różowy kolor. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam manicure japoński, byłam pewna, że pasta i puder może mi pomóc, ale na jeden dzień. Budziłam się rano i z podziwem sprawdzałam jak wyglądają, dopiero pod koniec drugiego tygodnia zaczynały tracić blask, ale pozostawały mocne. Po jakimś czasie postanowiłam pomalować je lakierem z inglota, wyglądały pięknie! Lakier niestety nie trzymał się długo, gdyż moja płytka dzięki zabiegom była odżywiona i natłuszczona, sprzyjało to odpryskiwaniu. Nie zmienia to faktu, że nigdy wcześniej nie miałam takich paznokci!

Aktualnie miałam małą przerwę, robiłam kurs na paznokcie żelowe, ćwiczyłam na sobie więc jak się domyślacie rewelacji nie ma. Dlatego też nie wrzucam zdjęcia, gdyż nie mam porównania. Dziś zrobiłam zabieg i czekam na efekty. Jeśli chcecie zaoszczędzić, możecie zamówić sobie zestaw na allegro, widziałam go tam i kosztował koło 100zł. Zabieg można wykonać samemu i nie trwa dłużej niż pół godziny. W zestawie znajduje się pasta, puder, 4 pilniczki, 2 polerki, szpatułka i miła w dotyku irchowa ściereczka. Produkt ten zawiera krzemionkę z morza japońskiego, wosk pszczeli, keratynę i witaminy A+E. Na początku trzeba przygotować dłonie i paznokcie, odsunąć skórki. Następnie trzeba zmatowić płytki zieloną stroną pilniczka, żeby odtłuścić powierzchnię, a pasta lepiej się wchłonęła. Nakładamy pastę szpatułką na paznokieć i rozprowadzamy, po czym polerujemy zieloną polerką, wykonując ruchy w jednym kierunku. To samo robimy z pudrem, ale w różne strony, gdyż zabezpiecza on paznokieć przed utratą wartości odżywczych w paście. Na koniec przecieramy irchową ściereczką i błyszczą jak malowane!

Warto zainwestować w taki zestaw do manicure japońskiego, efekt murowany a niepozorne małe pudełeczko z pastą na bardzo długo starcza.

Pozdrawiam serdecznie,

Kasia

Fryzjer, miejsce w którym można zapomnieć o bożym świecie..

16326127_1353713961370015_366445540_o
#selfie

Wybrałam się dziś do fryzjera. Zanim zdążyłam przekroczyć próg, znajomy fryzjer już miał w głowie milion pomysłów (efekty widać powyżej). Naturalnie mam burzę rudych loków, ale od czasu do czasu nie mogę się oprzeć gładkim, lekko falowanym włosom. Uwielbiam się nimi bawić, testować nowe fryzury. Ostatnio natknęłam się na Sarah Angius, polecam obejrzeć! Na tym zdjęciu może nie widać, ale włosy to mój największy atut. Nigdy nie miałam na głowie farby, nie licząc 4 zielonych pasemek od bibuły z czasów szkolnych. Moje włosy nie bez powodu są w tak dobrej kondycji. Jestem maniaczką olejków i odżywek w sprayu. Co jakiś czas płuczę moje włosy octem jabłkowym, bo to podobno „eliksir zdrowia i urody”. Taka płukanka świetnie oczyszcza włosy z nadmiaru substancji i pięknie nabłyszcza! Ale nie o tym mam pisać, jeśli chodzi o profesjonalne zabiegi na włosy, to polecam OLAPLEX.

16388548_1354105844664160_1732570038_o
#olaplex

To cudo uratuje każde zniszczone włosy, regeneruje i przywraca włosom naturalną strukturę. Mówię o tym, bo my kobiety uwielbiamy swoje włosy prostować jak mamy kręcone i kręcić jak mamy proste. Farbowanie a nawet czesanie codziennie uszkadza nasze włosy, a po tym zabiegu włosy stają się jak nowo narodzone. Fryzjer zazwyczaj sam proponuje ten produkt klientom, którzy przychodzą nałożyć farbę (dodatek w formie bomby witaminowej do farby). Można to też stosować na naturalne włosy i efekt jest taki sam. Widziałam też mniejsze wersje olaplexu w internecie, które można wypróbować w domu. Decydując się na taką wizytę u fryzjera, można zapomnieć o bożym świecie i być pewnym efektu.

Pozdrawiam serdecznie,

Kasia

Witajcie kochani! 

Długo zastanawiałam się nad prowadzeniem bloga, klamka zapadła jak widać.  Chciałabym podzielić się z wami moimi zainteresowaniami.  Miłością do ubrań,  projektowania ich i dopełnieniem dodatkami,  fryzurą  czy makijażem. W szkole nauczyciele mówili mi,  że jestem uzdolniona plastycznie. Wygrywając kolejne konkursy doszłam do wniosku,  że chyba mają rację.  Mój talent rozwijał się bardzo szybko,  aż przyszedł moment pójścia do pracy.  Wszystko poszło nie tak.  Powinnam wykorzystać swoje umiejętności w pracy,  jednak uważałam,  że nie jestem dość dobra. Zamiast pójść na ASP,  studiowałam angielski,  potem ekonomię. Pracowałam w wielu miejscach, ale ciągle to nie było to.  W domu w wolnym czasie nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić, czytałam książki. „Potęga podświadomości” uświadomiła mi, że interesuje mnie kilka rzeczy,  ale nie mogłam wybrać takiej,  która byłaby dla mnie wystarczająco atrakcyjna. Postanowiłam połączyć wszystko razem i tak powstał mój blog.  Nie jestem profesjonalistką, także litości kochani.  Obiecuję,  że dam z siebie wszystko i w końcu osiągnę ten poziom satysfakcji,  którego szukam i za którym tęsknię.

Pozdrawiam serdecznie, 

Kasia